WIELKI POST

4 Niedziela Wielkiego Postu – medytacja

Z Listu Świętego Pawła Apostoła do Efezjan
Postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda.

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otworzyły? On odpowiedział: Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? Odrzekł: Nie wiem. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie. Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi. Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić. Rzekli mu w odpowiedzi: Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz? I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal.


Papież Franciszek

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia nam historię człowieka niewidomego od urodzenia, któremu Jezus przywraca wzrok. Na początku długiego opowiadania występuje niewidomy, który zaczyna widzieć, a na końcu — co ciekawe — są rzekomo widzący, którzy pozostają ślepi w duszy.

Ewangelista Jan poświęca cudowi zaledwie dwa wersety, ponieważ chce zwrócić uwagę nie tyle na cud sam w sobie, ile na to, co następuje po nim, na dyskusję, którą on wywołuje; także na gadaninę; często dobra rzecz, dzieło miłosierdzia wywołuje gadaninę i dyskusje, gdyż są ludzie, którzy nie chcą widzieć prawdy.

Jan Ewangelista chce na to zwrócić uwagę, a zdarza się to także i dziś, kiedy dokonuje się czegoś dobrego. Uzdrowiony niewidomy zostaje najpierw przepytany przez zdumiony tłum — ludzie widzieli cud i zadają mu pytania — potem przez uczonych w Prawie; a oni zapytują także jego rodziców. Na koniec uzdrowiony niewidomy zdobywa wiarę, a jest to największa łaska, jakiej udziela mu Jezus: nie tylko widzenia, ale poznania Go, zobaczenia Go, jako światłość świata.

Podczas gdy niewidomy stopniowo zbliża się do światła, uczeni w Prawie przeciwnie, coraz bardziej pogrążają się w wewnętrznej ślepocie. Zamknięci w swojej pysze, sądzą, że już mają światło; dlatego nie otwierają się na prawdę Jezusa. Robią wszystko, co mogą, aby zaprzeczyć rzeczy oczywistej. Podają w wątpliwość tożsamość uzdrowionego człowieka; następnie zaprzeczają działaniu Boga w uzdrowieniu, wysuwając argument, że Bóg nie działa w szabat; a nawet wątpią, że ten człowiek urodził się niewidomy. Ich zamknięcie na światło przeradza się w agresję i wyraża się w wyrzuceniu ze świątyni uzdrowionego człowieka.

Natomiast droga niewidomego dzieli się na etapy. Pierwszym jest poznanie imienia Jezusa. Nie wie o Nim nic więcej; mówi bowiem: Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy. Kiedy uczeni w Prawie zarzucają go pytaniami, uznaje Go najpierw za proroka, a następnie za człowieka bliskiego Bogu. Kiedy został wypędzony ze świątyni, wykluczony ze społeczeństwa, Jezus spotkał go ponownie i otworzył mu oczy» po raz drugi, odsłaniając przed nim swoją prawdziwą tożsamość: Jestem Mesjaszem — tak mówi. W tym momencie człowiek, który był przedtem niewidomy, zawołał: Wierzę, Panie! Jest to fragment Ewangelii ukazujący dramat wewnętrznej ślepoty wielu ludzi, a także naszej, bo niekiedy zdarzają się nam chwile wewnętrznej ślepoty.

Nasze życie czasami podobne jest do życia niewidomego, który otworzył się na światło, na Boga i Jego łaskę. Ale niestety, czasami jest ono trochę jak życie uczonych w Prawie: z wysokości naszej pychy osądzamy innych, a nawet Pana! Dzisiaj jesteśmy wzywani do otwarcia się na światło Chrystusa, aby przynosić owoc w naszym życiu, aby wyeliminować zachowania, które nie są chrześcijańskie; wszyscy jesteśmy chrześcijanami, ale każdy z nas, wszyscy zachowujemy się niekiedy nie po chrześcijańsku, nasze zachowania są grzeszne. Musimy tego żałować, wyzbyć się tych zachowań, aby zdecydowanie iść drogą świętości. Ma ona swój początek w chrzcie. Także i my zostaliśmy bowiem oświeceni przez Chrystusa w chrzcie, abyśmy — jak nam przypomina św. Paweł — mogli postępować jak dzieci światłości, z pokorą, cierpliwością, miłosierdziem. Owi uczeni w Prawie nie mieli ani pokory, ani cierpliwości, ani miłosierdzia!

Zadajmy sobie pytanie: jakie jest nasze serce? Czy mam serce otwarte czy też zamknięte? Otwarte czy też zamknięte przed Bogiem? Otwarte czy też zamknięte przed bliźnim? Zawsze jest w nas jakieś zamknięcie zrodzone z grzechu, z błędów, pomyłek. Nie powinniśmy się lękać! Otwierajmy się na światło Pana. On zawsze na nas czeka, aby pomóc nam lepiej widzieć, aby nam dać więcej światła, aby nam przebaczyć. Nie zapominajmy o tym!